Lęk który czasami puka, częściej dobija się bez zaproszenia...niekiedy próbuje wedrzeć się siłą...
Strach i złość
Smutek i radość
Akceptacja i wstręt
Antycypacja i zaskoczenie
8 podstaw naszego emocjonalnego postrzegania.
Wymieszanie ich ze sobą nie raz prowadzi tam gdzie z pewnością nie chcielibyśmy trafić.
Czy to od nas zależy co z czym zostanie połączone?
radość + akceptacja = miłość (przyjaźń) ?
strach + wstręt = niepokój ?
wstręt + złość = wrogość ?
strach + zaskoczenie = groza (trwoga) ?
zaskoczenie + radość = zachwyt ?
antycypacja + strach = niepokój ?
Zgadza się prawda?
Jakie to proste...wszystko się zgadza!
Wszystko jasne...nie do końca...
Pan Plutchik nas nie docenia.
Gdyby wszystko było takie proste za każdym razem to co czujemy wystarczyłoby ubrać w powyższe słowa...a jednak wielu rzecz nie jesteśmy w stanie opisać słownie...dlaczego?
Miłość, tylko ona zauważalnie odróżnia nas od świata zwierząt.
Bo gdy kochamy wszystko to co wyżej nabiera zupełnie innego znaczenia, wcześniej mówiłem o tłumiku emocjonalnym, tym razem mamy do czynienia z emocjonalnymi okularami.
Posiadacze takich okularów nie są w stanie dostrzec pewnych rzeczy które na ogół dostrzegają bez wiekszego wysiłku.
Popatrz na swojego partnera/partnerkę którego jak zakładam kochasz.
Czy jesteś w stanie sobie wyobrazić że będziesz kiedyś czuła/czuł do niego Wstręt? Wrogość? Niepokój? Że ta osoba będzie dla Ciebie obca?
A teraz pomyśl o wszystkich innych na których patrzysz bez okularów.
CZAS+UŚMIECH=PRZYZWYCZAJENIE....czy nie o to chodzi.
Koszmar koszmarowi nierówny
Na chwilę obecną i przez połowę dzisiejszego dnia zastanawiała mnie pewna rzecz..swoboda myśli...
Co byłoby gdyby każdy z nas posiadał taki dar/"niedar" jak "swoboda myśli". Zniknęłyby wszystkie problemy? Penie nasz nowy dar/"niedar" stałby się jedynym problemem, ale za to jakim WIELKIM.
Kocham tą kobietę, a jednak nie potrafię jej spontanicznie przytulić bo wcześniej musiałbym o tym pomyśleć i spontaniczność zanika. Bez myśli czyli akcji nie ma reakcji w formie uczucia/odczucia/emocji.
Ile człowiek musi się nawkurwiać i ile musi przeżyć żeby dość do pewnych dość oczywistych wniosków...
Jednak ta chęć wypróbowania "swobody myśli" wciąż mi towarzyszy...byłbym Panem samego siebie. Kochałbym i nienawidził na zawołanie. Panowałbym nad wszystkim co się we mnie dzieje by nie doprowadzić do wydostania się pewnych elementów które ukazują jaki jestem słaby.
Jednak...po dłuższym przemyśleniu sprawy dochodzi się do dość oczywistych wniosków, dość gdyż powinny dać znać o sobie już na początku myślenia, jednak jak widać jest to domena inteligentniejszych.
Jeśli myślimy tylko o tym o czym chcemy myśleć to siłą rzeczy sama myśl o tym o czym chcemy myśleć, wachlarz opcji który pojawia się w głowie już jest spontanicznym aktem myślenia o wszystkim czym w danej chwili dysponujemy bez naszej wiedzy...czyli swobodne myślenie po prostu nie istnieje.
Do takich wniosków doszedłem po pewnym czasie...długo to trwało. Potem zaczęła boleć mnie głowa, zapewne mój mózg skarcił mnie za "bezmyślnie" zmarnotrawione kalorie na przetwarzanie niemożliwego.
Ale znalazłem/znalazł rozwiązanie.
Pomijając wachlarz który już na początku swobodnego myślenia powstaje w naszej głowie, a można go pominąć bo istnieje on na tyle krótko (chwila decyzyjna) że nie jest w stanie wywołać żadnej poważniejszej reakcji (uczucia, odczucia, emocji). Oj tak...na coś takiego bym się skusił...chociaż na tydzień by sprawdzić jak to jest żyć bez uczuć i tylko z tymi które sobie wybiorę...Z nadmiarem żyje od urodzenia.
Zawsze pozostaje "efekt nieświadomej myśli" o którym kiedyś pisałem, nie myślimy o niczym co może wywołać w nas silną reakcję, a jednak się pojawia. To tak jak z alergikami, nie widzą roztoczy, tylko efekt ich działania.
Człowiek gdy zaczyna sobie uświadamiać pewne niewygodne fakty to stara się o nich zapomnieć, chce być ślepym...przesunąć je w sferę nieświadomości.
Nie zdajemy sobie niestety sprawy że większość tego złego trafia do podświadomości i atakuje nas w najmniej oczekiwanym momencie.
Jezioro, niebieskie niebo, znajomi, grill, piwo i jeb! Poboli parę minut i przestanie...ale jaki to soczysty ból.........
Ludzie tacy jak ja...zdefektowani, nazbyt uczuciowi i jednocześnie pełni podejrzeń mają strasznego pecha...nie istnieje u nich poziom nieświadomości, lub istnieje nieużywany.
Wszystko czego się nie chce na parterze jest piętro niżej i często używa windy..
Nic co piękne nie trwa długo ponieważ rozum jest od rozwiązywania problemów, gdy ich nie ma stwarza je sam by nie czuć się niepotrzebnym, nie raz sięga do podświadomości by rozwiązać nierozwiązalne.
Rzadziej pozwalam sobie na popełnianie tych samych błędów, jestem stonowany w czynach, czasami uda mi się uniknąć tego czy tamtego, jednak wciąż jestem sobą, jestem podobny do tego i tamtego, a tego nie chcę!
Chcę sam tworzyć siebie od podstaw jeśli trzeba, niestety nie wiem czy jest to możliwe.
Syndrom spierdolenia...
Brak pewności siebie, apatia, bezsensowne myśli...
Negatyw...negatyw...negatyw.
Jak tu być wcześniejszym sobą gdy okoliczności tak diametralnie się zmieniły...
Chce znowu być taki jak wcześniej...!!
Pełny pewności...radości...gotowy na nowe wyzwania
Silny, odporny, uśmiechnięty...
Bez niepotrzebnych zahamowań...
Syndrom spierdolenia działa...
Ale ja też jeszcze działam i przeciwdziałam, nie zawsze skutecznie...
Może kiedyś wrócę do normalności...nienormalności...
Syndrom spierdolenia działa.
Powstaje pojedyncza myśl niszczy bądź naprawia...
Stwarza lub zabija.
My jako my i ona jako ona...zupełny brak kontroli...
Całkowicie swobodna w podejmowaniu decyzji...ona robi to z Tobą za Ciebie...
Nie Ty decydujesz lecz ona, ona Tobą kieruje i doprowadza Cię do obłędu.
Wykonuje ruch za Ciebie, jesteś przekonany że ona jest Tobą, to Twoja decyzja, musisz odpowiedzieć za swoje czyny...
Nie byłem sobą...........
Nie jesteś swoimi myślami...myśli nie są Tobą...czym więc jesteś?
To one tworzą Cię i określają...nie potrzebują Twojej pomocy by działać...
Zwyczajnie pojawiają się i znikają, czasami zostają na dłużej...Tak często nie potrafisz się ich pozbyć...ciągle wracają i pukają do drzwi, czekają na chwile zwątpienia, tą sytuację by wejść nie wycierając butów i zmienić kolory ścian w Twoim mieszkaniu...
Kto do kurwy nędzy pomalował moje ściany?
Przecież ja nienawidzę tego koloru...
Kupię nowszy, lepszy zamek...ale jak się wkurwi to wejdzie oknem i jeszcze bardziej oszpeci te i tak już wstrętne ściany.
Lepiej zaproszę go na kawę i z nim porozmawiam, poznam go bliżej, postaram się zrozumieć dlaczego cały czas nie wyciera butów i zmienia kolor moich ścian.
Różni ludzie, różne środowiska, różne problemy i różne ich rozwiązania.
Łatwo jest oceniać kogoś jednocześnie nie podając ocenie samego siebie.
"Widzisz drzazgę w oku brata swego, a belki w oku własnym nie dostrzegasz".
Jaki naprawdę jest człowiek, jaką ma naturę, jest aż tak zły jak myślę?
Jeśli człowiek z natury jest zły to jakim musi stawać się przez życie w dobie wielkiego śmietnika Internetu i przesiąkniętych seksem mass-mediów...
Ci biedni ludzie nie mają wyboru, są świadomie ogłupiani, ich mózgi są wypierane bez ich wiedzy. Pyszni egoiści pogrążeni w wiecznym uwielbieniu...
Skoro ludzie z natury są źli...to w ogóle po co starać się mimo wszystko mieć jakieś zasady? Budować nie burząc już powstałych budowli...?
Jeśli ktoś okazuje się innym niż wydawał się być znaczy to tylko tyle że źle się na niego patrzyło, a utarty/przyjęty obraz był naszym subiektywnym wyobrażeniem tego kogoś. Skoro ludzie potrafią kłamać prosto w oczy nie czując przy tym nic to znaczy że są niemoralni i źli czy znieczuleni?
Codzienna porcja znieczulenia dawkowana w różnych odstępach na przestrzeni czasu mimo wszystko skutecznie otępia...nie jesteś zły człowieku tylko otępiony, ale przecież masz wolną wolę więc jej używaj...nie musisz nikogo i niczego słuchać, słuchaj sobie i patrz krytycznie na wszystko, nie na nic albo coś. Każdy ma w sobie cząstkę złego i każdy ma w sobie coś czego się wstydzi i do czego przed nikim by się nie przyznał...na tym polega życie by tego złego było coraz mniej, a nie coraz więcej.
Chcę być wolny, pełen siły do działania, pełen braku negatywnego zahamowania.
Chcę uciec niemocy i lenistwu, chcę zostać skazany na samego siebie bez pomocy i porad.
Chcę kochać w zwyczajny, prosty sposób, bez niepotrzebnych zachowań negatywnych w skutkach.
Chcę siły która na zawsze pogrzebie błędy charakteru.
Potrzebuje oddziaływania które zgładzi moje wady.
Chcę dążyć do doskonałości bez wysiłku, bez starania mimo starania.
KOLEJNY raz życie bije po twarzy każdego kto uważa że jest proste...a to dopiero początek, jeszcze nie jesteś okaleczony....
Broń się.....
Ponoć trening czyni mistrza.
Bez nuty.
„Zmień się!” – moje przyszłe życie, ludzie tak ciężko się mają, nie radzą sobie, to takie przykre.
„Będziesz tyrał za marne pieniądze, kobieta Cię zostawi, a dzieci nasrają Ci na głowę” – widzisz jak ciężko jest być sobą i jednocześnie kłamać co do swojej osoby
„Zastanów się! Gra nie jest wart świeczki, lepiej od razu się zaciukaj” – skoro świat jest taki zły to dlaczego jestem? Dlaczego potrafię myśleć że jest źle? Dlaczego nie jestem obojętny?
„To ten u góry , to jego wina, żyjesz by On mógł patrzeć na Twoje cierpienie!”
W tym momencie Adam przestał myśleć o tym jak mu źle, o tym że Ewa przestała zwracać na niego uwagę, a Kain i Abel nasrali mu na głowę.
Poczuł zimny lecz orzeźwiający wiatr, poczuł promienie słoneczne które delikatnie opierając się na jego twarzy wywoływały przyjemne uczucie ciepła i błogości…
„Skoro On jest taki zły to dlaczego słońce prze Niego stworzone daje tyle ciepła, a wiatr któremu nadał pęd jest tak przyjemnie zimny i orzeźwiający?
Nie usłyszał odpowiedz lecz stukot otwierających się czeluści ostatecznie pochłaniających wszelkie zło.
Niech i na blogu nastanie cisza:)